PODSUMOWANIE 14 RUNDY EKSTRALIGI

Podsumowanie speedway ekstraligi runda 14. wyniki meczów 14 rundy speedway ekstraligi.
Fot: Speedway Typer

Błyskawiczny wyścig z chmurami: Lider przypieczętował wygraną w strugach deszczu

Ostatnia kolejka rundy zasadniczej na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu upłynęła pod znakiem bezwzględnej walki nie tylko z rywalem, ale przede wszystkim z nieubłaganą aurą. Miejscowa Betard Sparta podejmująca Krono-Plast Włókniarza Częstochowa stanęła do starcia, którego przebieg w pełni podyktowały nadciągające nad miasto ulewne opady. Świadomość nieuchronnego załamania pogody zmusiła organizatorów do rezygnacji z tradycyjnej oprawy, próby toru oraz przerw na równanie nawierzchni, a same zawody wystartowały z kwadransowym wyprzedzeniem. Głównym zadaniem obu ekip było jak najszybsze odjechanie wymaganych prawem regulaminowym ośmiu biegów, co gwarantowało oficjalne zaliczenie wyniku bez konieczności przekładania meczu. Mimo ogromnego tempa narzuconego przez sędziego oraz coraz trudniejszych warunków torowych, kibice na trybunach byli świadkami widowiska o sporej dynamice. Choć wrocławianie przystępowali do rywalizacji w roli murowanego faworyta przeciwko zamykającym tabelę gościom, częstochowskie „Lwy” zaskakująco dobrze odnalazły się na przemoczonej nawierzchni. Już w pierwszych odsłonach przyjezdni potrafili odważnie wychodzić ze startu i budować przewagę, zmuszając gospodarzy do twardej walki na dystansie. Kluczową postacią w obozie Sparty okazał się Artiom Łaguta, który widowiskowymi atakami kilkukrotnie odbierał rywalom prowadzenie, niwelując udane wyjścia spod taśmy Rohana Tungate'a czy Jaimona Lidseya. Równie udane epizody zanotował Maciej Janowski, sprawnie wymijając ambitnie walczącego juniora gości, Alana Ciurzyńskiego. Prawdziwym fenomenem piątkowych zawodów był jednak Jakub Miśkowiak. Lider Włókniarza wykazał się znakomitym czuciem przyczepności na nasiąkniętym owalu, gromadząc komplet zwycięstw i pozostawiając w pokonanym polu nawet zawodników formatu Brady’ego Kurtza. Postawa Miśkowiaka i wsparcie ze strony Sebastiana Szostaka sprawiły, że przewaga Sparty po pięciu biegach wynosiła zaledwie cztery punkty, wprowadzając chwilową konsternację na wrocławskich trybunach. Ostatecznie jednak po ósmym wyścigu, przy stanie 27:21 dla gospodarzy, arbiter zdecydował o definitywnym przerwaniu meczu ze względu na obfite opady deszczu. Krótkie, trwające nieco ponad pół godziny starcie wystarczyło wrocławianom do zgarnięcia pełnej puli, przypieczętowania pierwszego miejsca w tabeli na koniec rundy zasadniczej oraz zyskania przywileju wyboru przeciwnika w nadchodzącej fazie play-off.

PLUSY I MINUSY

PLUSY:

Znakomity Jakub Miśkowiak: Komplet punktów i perfekcyjne czytanie mocno nasiąkniętego toru.

Widowiskowy Artiom Łaguta: Popis skutecznej jazdy na dystansie i pewne odrabianie strat po słabszych startach.

Realizacja planu Sparty: Przypieczętowanie wygranej w rundzie zasadniczej i uzyskanie prawa wyboru rywala w play-off.

Sprawność organizacyjna: Szybkie tempo przeprowadzenia biegów pozwoliło zaliczyć mecz przed nadejściem największej ulewy.

MINUSY:

Słabszy występ Brady'ego Kurtza: Widoczne trudności z dopasowaniem do podmokłej nawierzchni (tylko 6 punktów w 4 startach).

Nierówne starty wrocławian: Czołowi zawodnicy gospodarzy zbyt często przegrywali moment startowy z niżej notowanym Włókniarzem.

 

Dramat w Grudziądzu i Ucieczka Spod Topora: Motor Lublin Poskromił GKM w Wirtualnym Finale o Play-Off

Batalia o fazę medalową na grudziądzkim torze dostarlight kibicom nieprawdopodobnych emocji, trzymając w napięciu aż do wyścigów nominowanych. Bayersystem GKM Grudziądz stanął przed historyczną szansą przypieczętowania awansu do play-off, mając po drugiej stronie taśmy podrażnionego Orlen Oil Motor Lublin. Ostatecznie to goście przetrwali najtrudniejsze momenty i wygrywając 46:44, uciekli spod topora, meldując się w strefie medalowej, podczas gdy gospodarzom pozostała jedynie walka w play-down.  Nawierzchnia w Grudziądzu od pierwszych biegów przypominała twardy beton, co sprawiło, że o losach poszczególnych gonitw w dużej mierze decydował moment startowy i rozegranie pierwszego łuku. Lublinianie błyskawicznie odczytali te warunki, budując przewagę dzięki kapitalnej postawie młodzieżowców, Bartosza Jaworskiego i Bartosza Bańbora, którzy zaskakująco łatwo radzili sobie z domniemanymi liderami formacji juniorskiej gospodarzy. GKM próbował nadrabiać dystansową szybkością, jednak odrabianie strat na twardym torze wymagało ogromnego nakładu sił. Przełamanie nastąpiło w środkowej fazie meczu, kiedy rezerwa taktyczna z udziałem Maxa Fricke'a oraz pewna jazda Michaela Jepsena Jensena i Vadima Tarasienki pozwoliły grudziądzanom wyjść na prowadzenie. Ogromną niespodzianką była postawa Bartosza Zmarzlika, który po wywiezieniu pod bandę w siódmym biegu przyjechał na metę ostatni, co było jego pierwszym zerem w sezonie.  Kluczowe dla losów całego widowiska okazały się jednak błędy indywidualne i postawa zawodników z drugiej linii. Podczas gdy ekipa z Lublina mogła liczyć na niezwykle skutecznego Mateusza Cierniaka oraz odradzającego się Martina Vaculika, w zespole z Grudziądza całkowicie zawiódł Maksym Drabik. Zawodnik gospodarzy w piątym biegu zjechał z toru po wypchnięciu przez rywala, a w dwunastej gonitwie oddał pewną pozycję na rzecz Cierniaka, co pozbawiło GKM podwójnego zwycięstwa i podcięło skrzydła miejscowym. Lublinianie perfekcyjnie wykorzystali ten moment słabości – w trzynastym wyścigu podwójna wygrana Vaculika i Zmarzlika otworzyła im prostą drogę do sukcesu, a kropkę nad „i” w przedostatnim biegu postawił Zmarzlik, pieczętując triumf Motoru.

PLUSY I MINUSY

PLUSY:

Niezawodny Mateusz Cierniak: Znakomita dyspozycja, świetne czytanie toru i bezcenne punkty w decydujących momentach meczu.

Kluczowy Martin Vaculik: Powrót do wysokiej formy i kapitalne wygrane pod presją, które utrzymały Motor w gryzie o mistrzostwo.

Postawa lubelskich juniorów: Niespodziewana dominacja Jaworskiego i Bańbora na początku zawodów zbudowała ważną przewagę gości.

Determinacja Maxa Fricke'a: Ambitna jazda do samego końca i udana rezerwa taktyczna dająca GKM-owi chwilowe prowadzenie.

MINUSY:

Koszmarny występ Maksyma Drabika: Beznadziejna postawa lidera gospodarzy, kontrowersyjne zejście z toru oraz popełniane błędy na dystansie.

Niewykorzystany potencjał rezerwowych: Brak szans startowych dla będącego w znakomitej formie Beau Baileya.

Przegrane starty GKM-u: Twarda nawierzchnia wymuszała szybkie wyjście spod taśmy, w czym gospodarze długo ustępowali rywalom.

Bolesny spadek grudziądzan: Zmarnowanie ogromnej szansy na TOP4 i spadek z pozycji lidera na półmetku do strefy play-down.

 

Młodzieżowy Zryw w Gorzowie i Wygrana Bez Pełnego Triumfu: Mistrzowie Polski Przetrwali Napór Stali

Ostatnie starcie rundy zasadniczej na torze w Gorzowie Wielkopolskim przyniosło rozstrzygnięcia, których przed pierwszym wyścigiem niewielu się spodziewało. Gezet Stal Gorzów stanęła przed niezwykle trudnym wyzwaniem – aby wyprzedzić w tabeli ekipę z Grudziądza i zagwarantować sobie dogodniejszy układ w fazie play-down, musiała pokonać uratowaną w lidze drużynę PRES Grupa Deweloperska Toruń różnicą co najmniej 15 punktów. Gospodarze podeszli do zadania bez zastępstwa zawodnika za Jacka Holdera, sprawdzając w składzie wypożyczonego Charlesa Wrighta. Próba ta okazała się kompletne nietrafiona, gdyż Brytyjczyk po przegranej walce na łokciach i późniejszej wykluczeniu za kolizję z Norickiem Bloedornem szybko opuścił zestawienie, nie zdobywając żadnych punktów. Mimo osłabienia gorzowianie zaprezentowali fenomenalną postawę, a ciężar zdobywania punktów wzięła na siebie młodzież. Czech Adam Bednar, Norweg Mathias Pollestad oraz polscy juniorzy Oskar Paluch i Igor Kordun jechali bez jakiegokolwiek respektu dla utytułowanych rywali. Torunianie sprawiali wrażenie całkowicie zagubionych na gorzowskim owalu, mając potężne problemy z dopasowaniem sprzętu na starcie i dojeździe do pierwszego łuku. Emil Sajfutdinow kompletne nie przypominał lidera zespołu, a Mikkela Michelsena czy Noricka Bloedorna wyręczali jedynie pojedynczymi udanymi zrywami pozostali koledzy. Znakomita postawa Andersa Thomsena w parze z młodocianymi liderami sprawiła, że po 13. biegu gospodarze prowadzili aż 46:32, co stawiało ich o krok od zgarnięcia upragnionego punktu bonusowego. O losach bonusa i ostatecznym układzie tabeli zadecydowały wyścigi nominowane, w których wysoki poziom presji uwidocznił różnicę w doświadczeniu. W 14. gonitwie przebudzenie zaprezentował Patryk Dudek, który po wcześniejszych wahań formy utworzył kapitalny duet z Mikkelem Michelsenem, dowożąc do mety podwójne zwycięstwo i zmniejszając dystans do 12 oczek. Przed ostatnim biegiem Stal potrzebowała wygranej 5:1. Choć Anders Thomsen fantastycznie wystartował i pognał po trzy punkty, to jadący na drugiej pozycji Robert Lambert zdołał skutecznie odeprzeć szaleńcze ataki Adama Bednara. Gorzowianie zwyciężyli mecz 52:38, jednak brak jednego punktu do bonusu wywołał na trybunach głęboką ciszę – to GKM Grudziądz rzutem na taśmę zachował 5. miejsce w tabeli, spychając Stal do derbowej batalii ze Stelmet Falubazem Zielona Góra.

PLUSY I MINUSY

PLUSY:

Kapitalna gorzowska młodzież: Adam Bednar, Mathias Pollestad i Oskar Paluch wzorowo poprowadzili zespół do wysokiej wygranej.

Liderska postawa Thomsena: Pewna, widowiskowa jazda i świetne współdziałanie z młodocianymi partnerami z pary.

Zimna krew Lamberta i Dudka: Zbawienne punkty w biegach nominowanych obroniły bonus dla ekipy z Torunia.

Odetchnięcie w Grudziądzu: Wynik w Gorzowie premiuje GKM prawem wyboru dogodnego rywala w fazie play-down.

MINUSY:

Niewypał z debiutem Wrighta: Zero punktów, wykluczenie i brak wsparcia po rezygnacji z zastępstwa zawodnika.

Bezbarwny Emil Sajfutdinow: Poważne problemy z prędkością i błędy na przełożeniach lidera gości.

Słodko-gorzki triumf Stali: Wysokie zwycięstwo 52:38 pozostawia niedosyt z powodu utraty bonusu o zaledwie jeden punkt.

Słaby początek torunian: Wyraźne zagubienie na starcie i pierwszym łuku w początkowej i środkowej fazie zawodów.

 

Trzy ciosy na wagę przełamania: Niesamowity zwrot akcji na Stadionie Smoczyka

Ostatnia kolejka rundy zasadniczej PGE Ekstraligi dostarczyła kibicom zgromadzonym na wypełnionym po brzegi Stadionie im. Alfreda Smoczyka niezapomnianych emocji. Starcie Fogo Unii Leszno ze Stelmet Falubazem Zielona Góra od samego początku obfitowało w twardą walkę na dystansie oraz nietypowo dużą liczbę podwójnych wygranych. Początkowo to gospodarze całkowicie zdominowali rywalizację – po pierwszej serii prowadzili 16:8, wykorzystując kompletny brak trafienia z ustawieniami sprzętowymi u przyjezdnych. Sygnał do odrabiania strat dał niespodziewanie Mitchell McDiarmid, a skuteczny pościg kontynuowała para Dominik Kubera i Przemysław Pawlicki. Unia potrafiła jednak błyskawicznie odpowiadać, wykorzystując znakomitą dyspozycję Grzegorza Zengoty oraz skutecznego rezerwowego Nazara Parnickiego.  Gdy po dwunastej gonitwie duet Ben Cook i Kacper Mania doprowadził do stanu 41:31 dla leszczynian, wydawało się, że zielonogórzanie nie zdołają już odwrócić losów tego widowiska. Falubaz pokazał jednak niezwykły charakter i determinację, wyprowadzając trzy zabójcze uderzenia w samej końcówce. Kluczowa okazała się metamorfoza Leona Madsena – Duńczyk, mimo braku idealnej prędkości, przeprowadził genialne ataki przy samym krawężniku, wspierając Andrzeja Lebiediewa oraz Damiana Ratajczaka. Przed ostatnim wyścigiem przewaga Unii stopniała do zaledwie dwóch punktów. W decydującej batalii wyśmienicie ze startu ruszył Dominik Kubera, a Andrzej Lebiediew po pasjonującym pojedynku obronił pozycję przed szarżującym Benem Cookiem, przypieczętowując zwycięstwo Falubazu 46:44.

Choć wygrana ta ma dla gości wymiar głównie prestiżowy – przełamujący zarazem fatalną passę braku zwycięstwa w Lesznie sięgającą 2014 roku – stanowi ogromny zastrzyk pewności siebie przed nadchodzącymi starciami w fazie play-down. Z kolei gospodarze, mimo bolesnej porażki w samej końcówce, mogą wyciągnąć cenne wnioski przed pucharową rywalizacją o medale, zwłaszcza w kontekście rotacji w składzie i oszczędzania zmagającego się z urazem Janusza Kołodzieja.

PLUSY I MINUSY

PLUSY:

Niesamowity finisz Falubazu: Trzy z rzędu podwójne wygrane (5:1) w biegach 13-15 dały zielonogórzanom niesamowite przełamanie w Lesznie.

Mądrość taktyczna Madsena: Perfekcyjne wyprzedzanie po krawężniku mimo braku pełnej prędkości w motocyklu.

Świetny rezerwowy Parnicki: Bardzo mocny punkt Unii, pewna jazda i cenny wkład punktowy w środkowej fazie.

Przełamanie McDiarmida: Wreszcie wygrana gonitwa i ważny impuls do odrabiania strat dla gości.

MINUSY:

Roztrwoniona przewaga Unii: Prowadzenie 41:31 po 12. wyścigu i brak przypieczętowania wygranej u siebie.

Przespany początek Falubazu: Słabe ustawienia na start zawodów i porażka 8:16 po pierwszej serii.

Kłopoty zdrowotne Kołodzieja: Konieczność wycofania lidera gospodarzy po trzech startach.