PODSUMOWANIE 11 KOLEJKI SPEEDWAY EKSTRALIGI CZ. 2

Podsumowanie speedway ekstraligi runda 11. wyniki meczów 11 rundy speedway ekstraligi.
Fot: Speedway Typer

Mistrzowski pokaz siły w Lublinie. Orlen Oil Motor deklasuje osłabioną Stal Gorzów

Niedzielne starcie na lubelskim owalu okazało się jednostronnym widowiskiem, w którym urzędujący mistrzowie Polski bezlitośnie obnażyli braki kadrowe rywali. Orlen Oil Motor Lublin pewnie i przekonująco pokonał Gezet Stal Gorzów 57:32. Wygrana ta nie tylko potwierdza powrót gospodarzy do najwyższej dyspozycji, ale również stawia pod dużym znakiem zapytania szanse gorzowian na upragniony awans do fazy play-off.Rywalizacja w Lublinie od samego początku toczyła się w cieniu niesprzyjających prognoz pogodowych. Widmo nadchodzących opadów deszczu wymusiło na organizatorach dynamiczne działanie — zrezygnowano z tradycyjnej prezentacji zawodników, a sam start meczu przyspieszono o pięć minut. Specjalna plandeka chroniąca nawierzchnię została zwinięta bezpośrednio przed próbą toru. Te nietypowe warunki o wiele lepiej odczytali gospodarze. Kluczem do sukcesu Motoru okazały się bezbłędne wyjścia spod taśmy startowej. Choć zawodnicy z Gorzowa nie odstawali od rywali pod względem czystej prędkości motocykli na dystansie, to lubelskie gwiazdy kompletnie zdominowały rozegranie pierwszego łuku. Efekty przyszły błyskawicznie — po pierwszej serii startów gospodarze prowadzili już komfortowo 16:8. Pośpiech przed deszczem wymusił również zmianę harmonogramu kosmetyki toru, którą przesunięto z siódmego na ósmy bieg, maksymalnie zagęszczając program zawodów. Przed meczem nastroje lubelskich kibiców mogły być niepewne, biorąc pod uwagę fatalny, sobotni występ Bartosza Zmarzlika w drugim finale Indywidualnych Mistrzostw Polski, gdzie wywalczył zaledwie cztery punkty. Sześciokrotny mistrz świata udowodnił jednak swój wielki profesjonalizm — błyskawicznie przesiadł się na zupełnie nowe podwozie i od początku spotkania był nieuchwytny dla rywali. Idealny bilans popsuł sobie minimalnie dopiero w piętnastym wyścigu, kiedy po drobnej korekcie ustawień przegrał na centymetry start i musiał uznać wyższość Andersa Thomsena. Do optymalnej formy po słabszym turnieju IMP wrócił również Mateusz Cierniak, jadąc pewnie i powtarzalnie. Największym i najbardziej spektakularnym zaskoczeniem meczu okazała się jednak postawa młodzieżowca gospodarzy. Bartosz Jaworski, startujący w zastępstwie kontuzjowanego Bartosza Bańbora, pojechał mecz życia, inkasując 8 punktów z trzema bonusami. Jego indywidualne zwycięstwo biegowe to historyczny moment — Jaworski został pierwszym wychowankiem lubelskiego klubu od czasów legendarnego Roberta Dadosa, który zdołał minąć linię mety jako pierwszy w biegu ligowym. Dla drużyny z Gorzowa niedziela była drogą przez mękę. Przebieg spotkania pokazał, jak ogromną stratą dla zespołu są kontuzje Jacka Holdera oraz Adama Bednara. Formacja gości była drastycznie dziurawa. Ciężar walki na swoje barki próbowali brać jedynie Anders Thomsen oraz niezwykle waleczny junior Oskar Paluch, który potrafił widowiskowo nadrabiać słabsze momenty startowe na dystansie. Kompletnie pogubiony sprzętowo na lubelskim torze był Mathias Pollestad, co zmusiło sztab szkoleniowy do szukania rezerw. Szansę w ramach zastępstwa zawodnika w dziewiątej gonitwie otrzymał Igor Kordun, jednak jego start po wykluczeniu Martina Vaculika zakończył się pechowo — po awarii silnika nastolatek nie zdołał dojechać do mety po darmowy punkt. Największy ból głowy w obozie Stali przed zbliżającą się miesięczną przerwą w rozgrywkach dotyczy jednak Pawła Przedpełskiego. Doświadczony zawodnik przez większość meczu prezentował się bardzo słabo, a jego lepsze momenty i przebudzenie w samej końcówce zawodów miały miejsce wtedy, kiedy losy meczu były już dawno rozstrzygnięte.

PLUSY I MINUSY SPOTKANIA

PLUSY:

Atomowe starty mistrzów: Idealne dopasowanie Motoru do własnej nawierzchni i taktyczne rozegranie pierwszego łuku, dające pełną kontrolę nad meczem już od stanu 16:8.

Eksplozja formy Jaworskiego: Życiowy rezultat juniora gospodarzy (8+3) i historyczny triumf biegowy nawiązujący do sukcesów Roberta Dadosa.

Szybka riposta Zmarzlika: Piorunujące wyciągnięcie wniosków po nieudanym IMP, błyskawiczna zmiana motocykla i dominacja przez cztery serie startów.

Ambicja Thomsena i Palucha: Jedyni zawodnicy Stali Gorzów, którzy potrafili nawiązać równorzędną walkę z rywalami i skutecznie wyprzedzać na dystansie.

MINUSY:

Kadrowe kłopoty Stali: Brak Holdera i Bednara doszczętnie obnażył brak głębi składu gości, co poskutkowało dotkliwą porażką 32:57.

Niestabilność Przedpełskiego: Słaba i bezbarwna postawa lidera formacji krajowej przez większość meczu; punkty zdobyte dopiero w ostatniej fazie nie miały wpływu na wynik.

Sprzętowe kłopoty Pollestada i Korduna: Całkowite niedopasowanie Norwega do toru oraz pechowy defekt zatartego silnika Korduna w sytuacji szansy na darmowy punkt.

Uciekające play-offy: Rozmiar i styl przegranej drastycznie komplikuje sytuację gorzowian w tabeli i oddala ich od strefy medalowej.

 

Demolka w derbach! Drużynowy Mistrz Polski pieczętuje awans do play-off

Derby Pomorza i Kujaw zapowiadano jako starcie o najwyższą od lat stawkę. Na trzy kolejki przed końcem rundy zasadniczej sezonu 2026, zarówno Bayersystem GKM Grudziądz, jak i PRES Grupa Deweloperska Toruń potrzebowały punktów, by przybliżyć się do fazy play-off. Przy komplecie ośmiotysięcznej publiczności na stadionie przy ulicy Hallera kibice obejrzeli jednak teatr jednego aktora. Aktualni Drużynowi Mistrzowie Polski z Torunia potwierdzili swoją absolutną dominację, deklasując lokalnego rywala aż 54:35. To już trzecie z rzędu zwycięstwo „Aniołów” odniesione z gigantyczną przewagą, co pokazuje, że obrońcy tytułu wrócili do swojej najwyższej, mistrzowskiej formy w kluczowym momencie sezonu. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia torunian, gdy para Patryk Dudek – Norick Bloedorn świetnie otworzyła rywalizację. Gospodarze szybko jednak odpowiedzieli, a po pierwszej serii na tablicy wyników widniał remis 12:12. Nadzieje grudziądzan podsycała dobra postawa Maxa Fricke oraz Wadima Tarasienki, dzięki którym GKM po szóstym biegu wysunął się na minimalne prowadzenie 19:17. W szeregach gości początkowo niepokoić mogła słabsza dyspozycja Roberta Lamberta oraz Mikkela Michelsena, którzy w swoich pierwszych startach przywozili zera. Jak się jednak okazało, siła toruńskiego monolitu polega na tym, że kryzys liderów potrafią zrekompensować pozostali zawodnicy – w tym kapitalnie dysponowany od początku meczu Emil Sajfutdinow oraz rewelacyjny junior Mikołaj Duchiński. Przełom dla losów spotkania nastąpił w siódmej gonitwie. Fatalnie wyglądający upadek zaliczył Bastian Pedersen, który uderzył w nieosłoniętą część bandy i musiał zostać odwieziony do szpitala. Trener Robert Kościecha stracił możliwość manewru taktycznego, a chwilę później grudziądzan dobił niesamowity pech. W ósmym wyścigu samotny Tarasienko pewnie prowadził, lecz na dystansie pękł mu łańcuch. Zamiast remisu, Toruń wygrał ten bieg 5:0 i przejął całkowitą kontrolę nad meczem. Od tego momentu z gospodarzy całkowicie uszło powietrze, a „Anioły” bezlitośnie wykorzystywały każdą słabość. Do formy błyskawicznie wrócił Michelsen, który w parze z Dudkiem w jedenastym biegu podwójnie pokonał rywali. Chwilę później Robert Lambert przypieczętował wygraną torunian, a bezradność Maksyma Drabika, mijanego na trasie przez juniora Duchińskiego, była symbolem mentalnego rozbicia GKM-u. Ostateczny cios goście zadali w biegach nominowanych, gdzie w piętnastej odsłonie Tarasienko dodatkowo dotknął taśmy. Końcowy rezultat (35:54) to najwyższa wyjazdowa wygrana Torunia w historii startów w Grudziądzu.

 

PLUSY I MINUSY SPOTKANIA

PLUSY:

Mistrzowski monolit: Drużyna potrafiła błyskawicznie zniwelować słabszy początek Lamberta i Michelsena, zdobywając punkty całą szerokością składu.

Emil Sajfutdinow i Patryk Dudek: Prawdziwi liderzy. Sajfutdinow był niemal nieuchwytny (stracił punkty dopiero w 13. biegu), a Dudek imponował atomową szybkością.

Formacja młodzieżowa i druga linia: Norick Bloedorn odjechał najlepszy wyjazdowy mecz w sezonie, a punkty Mikołaja Duchińskiego okazały się kluczowe w pierwszej fazie zawodów.

Wadim Tarasienko i Max Fricke: Jako jedyni podjęli realną walkę z mistrzami Polski. Gdyby nie pech sprzętowy Tarasienki, ich dorobek wyglądałby znacznie lepiej.

 

MINUSY:

Chwila dekoncentracji w 13. biegu: Podwójna przegrana Sajfutdinowa i Michelsena pod koniec meczu, choć bez wpływu na losy spotkania, pokazała, że momenty rozprężenia wciąż się zdarzają.

Ogromne dziury w składzie: Fatalna postawa Michaela Jepsena Jensena (zaledwie 3 punkty) oraz całkowicie bezbarwny i pasywny Maksym Drabik odebrali GKM-owi szanse na nawiązanie walki.

Brak odporności psychicznej: Po wypadku Pedersena i defekcie Tarasienki zespół kompletnie się rozsypał, jadąc w drugiej połowie zawodów bez wiary w sukces.