PODSUMOWANIE SPEEDWAY EKSTRALIGI KOLEJKA 11 CZ. 1 ORAZ PROGRAM ZAWODÓW NA IMP W BYDGOSZCZY
Kryzys w Częstochowie pogłębiony. Falubaz zdobywa „Święte Miasto” i przybliża Włókniarz do katastrofy
Dziesięć spotkań i dziesięć porażek – z takim koszmarnym bilansem przystępowali do 11. kolejki PGE Ekstraligi żużlowcy Krono-Plast Włókniarza Częstochowa. Choć starcie z plasującym się tuż nad strefą spadkową Stelmet Falubazem Zielona Góra miało prznieść upragnione przełamanie na własnym torze, rzeczywistość okazała się brutalna. Podopieczni Mariusza Staszewskiego przegrali 40:50, co w praktyce niemal całkowicie grzebie ich szanse na ligowy ratunek.
Piątkowe popołudnie miało przynieść upragnione światło w tunelu dla częstochowskich kibiców. Rzeczywistość zweryfikowała te nadzieje natychmiast po pierwszym zwolnieniu maszyny startowej. Mecz od samego początku układał się po myśli niezwykle zmotywowanych przyjezdnych z Zielonej Góry, którzy przyjechali pod Jasną Górę z jasnym zamiarem wywiezienia pełnej puli trzech punktów. Częstochowianie skomplikowali swoją sytuację, zanim na dobre rozpoczęła się sportowa rywalizacja na dystansie – w inauguracyjnej gonitwie Rohan Tungate dał się sprowokować Dominikowi Kuberze i wjechał prosto w taśmę. W powtórce, w której Australijczyka musiał zastąpić junior Szymon Ludwiczak, para gości Dominik Kubera i Przemysław Pawlicki bezproblemowo uciekła rywalom, dając Falubazowi błyskawiczne podwójne prowadzenie. Chwilę później sytuacja miejscowych stała się jeszcze trudniejsza. W biegu młodzieżowym Damian Ratajczak wspólnie z Oskarem Huryszem popisali się atomowym wyjściem spod taśmy, nie dając najmniejszych szans parze Kajetan Karczewski – Szymon Ludwiczak. Drugi z rzędu triumf 5:1 dla Zielonogórzan sprawił, że już po dwóch wyścigach tablica wyników wskazywała stan 10:2 dla gości, a sztab Włókniarza musiał nerwowo szukać rezerw taktycznych. Przedmeczowe obawy trenera Mariusza Staszewskiego, który pytany w wywiadzie telewizyjnym o jasne punkty w zespole odpowiedział wymownym milczeniem, bardzo szybko znalazły odzwierciedlenie na częstochowskim owalu.
Zielonogórzanie sukcesywnie kontrolowali przewagę, która przed pierwszą kosmetyką toru wzrosła do dziesięciu „oczek”. Sygnał do odrabiania strat dał menedżer Włókniarza w drugiej serii startów, wprowadzając Jakuba Miśkowiaka w miejsce bezbarwnego Sebastiana Szostaka. W siódmym wyścigu kibice przeżyli prawdziwy rollercoaster emocji. Choć Falubaz po starcie jechał na podwójnym prowadzeniu, świetną szybkością błysnął Tungate, który przedzielił rywali. Na domiar złego defekt motocykla na punktowanej pozycji zanotował Leon Madsen. Mimo technicznego dramatu Duńczyka, Włókniarz wyrwał pierwsze biegowe zwycięstwo (4:2), zmniejszając dystans do stanu 16:26.
W dziewiątej gonitwie nadzieje miejscowych fanów odżyły na nowo. Para Jaimon Lidsey i Szymon Ludwiczak niespodziewanie pokonała duet Pawlicki-Cairns w stosunku 4:2. Szukający pójścia za ciosem Mariusz Staszewski natychmiast posłał do boju Lidseya jako rezerwę taktyczną za Szostaka w kolejnym wyścigu. Manewr ten jednak spalił na panewce – Australijczyk po wcześniejszej trójce tym razem przyjechał do mety na ostatniej pozycji. Równolegle świetną formę prezentował Mads Hansen, który z dużą przewagą wygrał swój bieg, jednak ogromne kłopoty techniczne Madsena (który po błędzie na pierwszym łuku spadł z prowadzenia, a następnie na kilka sekund niemal zatrzymał motocykl) uniemożliwiły przypuszczenie decydującego ataku. Niewykorzystane szanse Włókniarza zemściły się błyskawicznie w czwartej serii startów. Falubaz zadał wówczas ostateczny, nokautujący cios. Świetnie dysponowany Dominik Kubera wraz z rewelacyjnie broniącym się przed atakami Tungate'a Damianem Ratajczakiem dowieźli do mety podwójne zwycięstwo. Wygrana 5:1 powiększyła przewagę gości do dwunastu punktów (46:32) przed biegami nominowanymi, co definitywnie zapewniło ekipie Grzegorza Walaska pełną pulę trzech punktów meczowych (wraz z bonusem). Mając losy rywalizacji całkowicie pod kontrolą, szkoleniowiec Falubazu zdecydował się na rzadko spotykany manewr i w dwóch ostatnich gonitwach desygnował do boju wyłącznie formację młodzieżową. Pozwoliło to gospodarzom na nieznaczne zniwelowanie strat i podreperowanie budżetów punktowych, dzięki czemu spotkanie zakończyło się rezultatem 40:50. Dla Włókniarza to jedenasta porażka z rzędu w tym sezonie, która stawia klub w niemal beznadziejnej sytuacji w kontekście walki o utrzymanie w elicie.
Plusy i minusy spotkania
PLUSY:
Ambicja Rohana Tungate'a: Mimo fatalnego początku z taśmą startową, Australijczyk był najjaśniejszym punktem gospodarzy, notując trzy indywidualne zwycięstwa.
Dominacja juniorów Falubazu: Kapitalne zawody pary Ratajczak – Hurysz. Zdominowali bieg młodzieżowy i przywozili kluczowe punkty w dorosłej stawce.
Świetny powrót Dominika Kubery: Bardzo dobre zawody po przerwie, wysoka prędkość na dystansie i pewne prowadzenie pary.
Błysk Madsa Hansena: Widowiskowa wygrana biegowa z ogromną przewagą nad rywalami, dająca sygnał do walki w środkowej fazie meczu.
MINUSY:
Katastrofalna seria Włókniarza: 11 meczów i 11 porażek. Drużyna z Częstochowy znajduje się na samym dnie tabeli z zerowym dorobkiem punktowym.
Sprzętowe problemy Leona Madsena: Poważne awarie i błędy techniczne lidera Włókniarza odebrały gospodarzom szansę na skuteczny pościg punktowy.
Kosztowne błędy taktyczne: Zupełnie nieudana rezerwa taktyczna z udziałem Jaimona Lidseya (zero po wcześniejszej „trójce”) oraz taśma Tungate'a na otwarcie.
Słabość Sebastiana Szostaka: Kompletny brak prędkości na domowym owalu, skutkujący natychmiastowymi zmianami trenera.
Hit PGE Ekstraligi dla Sparty! Wrocławianie uciszyli „Smoczyka” i zostali liderem
To było widowisko godne meczu na szczycie. W starciu o fotel lidera PGE Ekstraligi Fogo Unia Leszno musiała uznać wyższość Betard Sparty Wrocław, przegrywając na własnym torze 44:46. Choć emocje trzymały w napięciu do ostatnich metrów piętnastego biegu, to wrocławianie wywieźli z Wielkopolski nie tylko meczowe zwycięstwo, ale także cenny punkt bonusowy. Spotkanie na stadionie im. Alfreda Smoczyka przyciągnęło komplet publiczności, a kibice zgromadzeni na trybunach obejrzeli niezwykle zacięty i dramatyczny pojedynek. Przed meczem obaj menedżerowie mieli ogromny ból głowy. W obozie gospodarzy fatalnie wyglądała sytuacja z kontuzjami – do pauzującego wcześniej Janusza Kołodzieja dołączył Kacper Mania. Obaj zawodnicy doznali złamań obojczyka. Zmusiło to Rafała Okoniewskiego do łatania dziur w składzie aż czterema juniorami i częstego rotowania Keynanem Rew. Z kolei sztab szkoleniowy Sparty wciąż nie mógł skorzystać z usług kontuzjowanego Daniela Bewleya. Wrocławianie mieli jednak tę przewagę, że za Brytyjczyka mogli stosować zastępstwo zawodnika, co mocno ułatwiło im taktyczne manewry. Początek zawodów ułożył się po myśli „Byków”. Już w pierwszym biegu Ben Cook zszokował Artioma Łagutę, mijając go na dystansie i zapewniając Unii otwarcie na poziomie 4:2 (błąd na trasie popełnił Bartłomiej Kowalski). W trzeciej gonitwie sporo kontrowersji wywołało zachowanie Piotra Pawlickiego, który ruszył się na starcie, co prawdopodobnie sprowokowało Macieja Janowskiego do wjechania w taśmę. Hitem pierwszej serii była jednak postawa młodzieżowca gospodarzy. Emil Konieczny popisał się kapitalnym atakiem przy krawężniku, mijając jednocześnie Mikkela Andersena oraz Bartłomieja Kowalskiego. Dla 18-latka była to pierwsza trójka w karierze na szczeblu ekstraligowym, a Leszno po pierwszej serii prowadziło 13:11. Przełom w meczu nastąpił w szóstym wyścigu. Po serii remisów, Łaguta i Janowski kapitalnie rozegrali pierwszy łuk, zakładając Piotra Pawlickiego i dowożąc do mety podwójne zwycięstwo. Od tego momentu Sparta objęła prowadzenie, którego nie oddała już do końca zawodów. Wrocławianie przetrwali nawet chwile grozy z dziewiątego biegu, kiedy to na starcie defekt zanotował Łaguta. Honor gości uratował wówczas kapitalny Janowski, wyprzedzając na trasie Keynana Rew. Przed biegami nominowanymi goście prowadzili 40:38. Unia szukała swoich szans, ale brakowało jej indywidualnych zwycięstw – jedynym zawodnikiem, który regularnie potrafił przeciwstawić się liderom Sparty, był rewelacyjny Ben Cook (pokonał m.in. Brady'ego Kurtza w 10. biegu).
Ostatecznie o losach meczu zadecydowała ostatnia gonitwa dnia. Choć Maciej Janowski przyjechał na końcu stawki, to presję wytrzymał Brady Kurtz. Australijczyk kapitalnie zamknął rywali na pierwszym łuku i nie dał się wyprzedzić szalejącemu za jego plecami Cookowi. Remis 3:3 w ostatnim biegu przypieczętował triumf Sparty 46:44.
Plusy i minusy spotkania
Plusy:
Wrocławskie „Tridente” (Kurtz, Łaguta, Janowski): Ta trójka zdobyła łącznie aż 36 z 46 punktów Sparty. Kiedy trzeba było brać ciężar gry na swoje barki, nie zawiedli. Kurtz błysnął zimną krwią w 15. biegu.
Ben Cook (Unia Leszno): Prawdziwy lider „Byków” w tym meczu. Jako jedyny regularnie ogrywał asów z Wrocławia (Cook, Łaguta) i trzymał wynik Leszna w grze.
Emil Konieczny (Unia Leszno): Akcja meczu w wykonaniu debiutującego juniora. Minięcie dwóch rywali jednym atakiem na dystansie pokazuje, że drzemie w nim ogromny potencjał.
Minusy:
Bartłomiej Kowalski (Sparta Wrocław): Bardzo słaby występ zawodnika formacji U24. Choć miewał niezłe momenty startowe, to na dystansie dawał się mijać rywalom jak tyczka (aż cztery stracone pozycje na trasie).
Nazar Parnicki (Unia Leszno): Po obiecującym początku kompletnie pogubił się z ustawieniami. Trzy zera na domowym torze w tak ciasnym meczu to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań dla zawodnika tej klasy.
Piotr Pawlicki (Unia Leszno): Choć 9 punktów i bonus na papierze wygląda solidnie, to Pawlicki zawiódł w kluczowych momentach – dał się łatwo ograć w 6. biegu, a w wyścigach nominowanych nie dowiózł punktów, które mogły dać Unii remis.
Wielkie żużlowe emocje czekają nas na torze w Bydgoszczy, która ugości uczestników drugiego finału IMP. Start walki o medale krajowego czempionatu zaplanowano na 19:00 – to widowisko po prostu trzeba zobaczyć.
Dla wszystkich kibiców oraz graczy speedway-typer.pl przygotowaliśmy niezbędnik kibica. Kompletny program zawodów w formacie PDF znajdziecie do pobrania na samym dole, tuż pod tym artykułem. Ściągajcie programy, analizujcie listy startowe
Zaloguj się, aby dodać komentarz.