PODSUMOWANIE 10 KOLEJKI SPEEDWAY EKSTRALIGI CZ 2.
Mistrzowska riposta „Koziołków”. Orlen Oil Motor ucisza W69, Falubaz w głębokim kryzysie
Żużlowcy Orlen Oil Motoru Lublin błyskawicznie wyciągnęli wnioski z bolesnej lekcji, jaką tydzień temu odebrali w Toruniu. Po dotkliwej porażce 29:61, mistrzowie Polski przystąpili do rywalizacji w Zielonej Górze z jasnym celem zmazania plamy. Słowa kapitana Bartosza Zmarzlika o konieczności natychmiastowej, twardej pracy nie poszły na marne. Lublinianie, choć osłabieni brakiem Bartosza Bańbora, w wielkim stylu rozmontowali miejscowy Stelmet Falubaz, triumfując na wyjeździe 50:40.
Gospodarze przystępowali do tego starcia z nadzieją, że niedawna wygrana nad Betard Spartą Wrocław była sygnałem trwałego wyjścia z dołka. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, a niedzielny występ obnażył wszystkie dotychczasowe słabości zielonogórzan. Początek spotkania przy W69 zwiastował wprawdzie zaciętą walkę, podsycany emocjami już od biegów młodzieżowych. W wyścigu juniorskim doszło do spięcia i kontrowersyjnego wykluczenia Oskara Hurysza, który ostentacyjnie demonstrował swoje niezadowolenie z decyzji arbitra Krzysztofa Meyze.
Kolejny impuls Falubaz otrzymał w 4. gonitwie – powracający po przerwie Fredrik Lindgren popełnił błąd, przekraczając dwoma kołami wewnętrzną linię toru, co skutkowało jego dyskwalifikacją i ułatwiło gospodarzom wygraną 5:1. W tym momencie miejscowi prowadzili 14:10, lecz był to ostatni radosny moment dla ich kibiców. Od drugiej serii startów na torze rządzili już tylko przyjezdni. Sztab szkoleniowy „Koziołków” perfekcyjnie odrobił lekcję z geometrii zielonogórskiego owalu. Lublinianie imponowali atomowymi startami, idealnym doborem ścieżek oraz nienaganną współpracą parową. Szybko doprowadzili do remisu 21:21, by w trzeciej fazie zawodów zadać decydujące ciosy. Dwa z rzędu podwójne zwycięstwa odebrały Falubazowi resztki animuszu. Klasą dla siebie był Bartosz Zmarzlik, jadący jak natchniony i momentalnie uciekający rywalom. Świetną dyspozycję prezentowali także Martin Vaculik oraz Kacper Woryna, którzy wspólnie z obolałym, lecz niezwykle zdeterminowanym Lindgrenem, systematycznie powiększali przewagę.
Prawdziwym bohaterem ekipy gości okazał się jednak Mateusz Cierniak. Jego kapitalna postawa i trzy niezwykle cenne zwycięstwa biegowe (w tym kluczowy triumf w 12. wyścigu) odebrały gospodarzom ochotę do dalszej rywalizacji. Po drugiej stronie bieguna znaleźli się krajowi liderzy Falubazu. Dominik Kubera oraz Przemysław Pawlicki zanotowali fatalny występ – obaj wychowankowie leszczyńskiej Unii razili bezradnością, przegrywając nie tylko momenty startowe, ale i pojedynki na dystansie.
Gospodarze próbowali ratować wynik za sprawą ambitnego Andrzeja Lebiediewa. Łotysz, wspierany przez Leona Madsena, w 11. biegu wygrał 4:2, zmniejszając dystans do sześciu punktów (30:36) i wlewając nadzieję w serca fanów. Był to jednak łabędzi śpiew Falubazu. W 13. odsłonie menedżer Grzegorz Walasek zdecydował się na manewr z podwójną rezerwą taktyczną, desygnując do boju Lebiediewa i Damiana Ratajczaka. Ruch ten okazał się chybiony, gdyż para Vaculik-Zmarzlik bezproblemowo dowiozła do mety podwójne zwycięstwo. W pierwszym wyścigu nominowanym duet Cierniak-Woryna dopełnił formalności kolejnym 5:1, pieczętując triumf Motoru.
Ostatni akord meczu przyniósł gigantyczne emocje. Przy rozstrzygniętym wyniku Bartosz Zmarzlik zdecydował się na piękny gest, oddając swój start młodzieżowcowi. W 15. biegu Falubaz wygrał wprawdzie 5:1, ale na torze doszło do skandalicznej sytuacji. Andrzej Lebiediew w ostry sposób zaatakował Martina Vaculika, wkładając hak w koło Słowaka. Reprezentant Motoru zanotował upadek i nie był w stanie kontynuować jazdy, a w kuluarach głośno mówiono, że Łotysz za ten niebezpieczny manewr powinien zostać bezwzględnie wykluczony.
Zwycięstwo 50:40 to jedenasta z rzędu wygrana Motoru nad Falubazem w rozgrywkach PGE Ekstraligi. Sukces ten daje lublinianom bezcenny oddech w walce o fazę play-off i czołową czwórkę. Dla zespołu z Zielonej Góry to powrót do głębokiego kryzysu i potwierdzenie, że marzenia o fazie medalowej zostały bezpowrotnie zaprzepaszczone, z czego zresztą mocno niezadowoleni mogą być również kibice Stali w Gorzowie Wielkopolskim, którym ten wynik mocno krzyżuje plany.
Plusy i minusy spotkania
Motor Lublin
+ Mistrzowska mentalność: Błyskawiczna odpowiedź na blamaż w Toruniu. Zespół pokazał sportowy charakter godny obrońców tytułu.
+ Cichy bohater Cierniak: Kapitalne, niezwykle ważne punkty Mateusza Cierniaka, który wygrywał kluczowe wyścigi w momentach naporu rywali.
+ Szybkie wnioski: Perfekcyjne dopasowanie sprzętowe i doskonałe wyjścia spod taśmy od drugiej serii startów.
+ Niezawodne pary: Świetne zgranie duetów Zmarzlik-Vaculik oraz Cierniak-Woryna.
- Pechowy początek Lindgrena: Niepotrzebny błąd Szweda i wykluczenie za przekroczenie linii, co podarowało rywalom darmowe punkty na starcie.
- Utrata Bańbora: Kontuzja obojczyka młodzieżowca to spory cios dla formacji juniorskiej.
Stelmet Falubaz Zielona Góra
+ Waleczny Lebiediew: Jako jedyny potrafił nawiązać równorzędną walkę z liderami gości i do końca szukał prędkości na dystansie.
+ Dobre otwarcie: Efektywne wykorzystanie potknięć Motoru w pierwszej serii i wypracowanie początkowej przewagi (14:10).
- Dramat liderów: Całkowicie bezbarwni Kubera i Pawlicki. Byli przeraźliwie wolni zarówno na starcie, jak i na trasie.
- Nietrafione decyzje taktyczne: Chybiony manewr z podwójną rezerwą taktyczną w 13. biegu, który ostatecznie pogrzebał szanse na remis.
- Skandaliczny finisz: Brutalny atak Lebiediewa na koło Vaculika w 15. biegu, który cieniem kładzie się na jego dobrym indywidualnym występie.
- Mentalne rozbicie: Oddanie końcówki meczu bez walki, co oznacza ponowny powrót zespołu do głębokiego kryzysu.
Demolka na Jancarzu: Fogo Unia Leszno obnaża słabości osłabionej Stali Gorzów
Dziesiąta kolejka PGE Ekstraligi przyniosła spore rozczarowanie kibicom w Gorzowie. Miejscowa Gezet Stal, potężnie poturbowana przez kontuzje, uległa na własnym torze Fogo Unii Leszno aż 37:53. Choć oba zespoły przystąpiły do tego starcia z poważnymi wyrwami w składach, to Leszczynianie pokazali niesamowitą monolityczność, wywożąc z lubuskiego komplet trzech punktów (w tym bonus). Spotkanie dostarczyło twardego orzecha do zgryzienia tunerom i zawodnikom – mimo późnej pory (start o 21:00), żużlowcom doskwierał trzydziestostopniowy upał, co mocno determinowało pracę silników i wymuszało szukanie odpowiednich ustawień.
Początek spotkania ułożył się dla gospodarzy katastrofalnie. Duet Grzegorz Zengota – Ben Cook w pierwszym biegu, a chwilę później para juniorską Kacper Mania – Nazar Parnicki, odprawili Stalowców dwukrotnym 5:1. Wynik 10:2 dla Unii po dwóch wyścigach zszokował gorzowskie trybuny. O walce na dystansie decydował przede wszystkim moment startowy i rozegranie pierwszego łuku – kto zakładał rywala na dojeździe, ten rozdawał karty. Gorzowianie rzucili się do odrabiania strat w drugiej fazie pierwszej serii. Nadzieję w serca kibiców wlał świetny manewr Andersa Thomsena, który do samej kreski nękał Keynana Rew (Australijczyk wygrał o błysk szprychy – zaledwie o 0,01 sekundy według telemetrii). Sygnał do buntu dali jednak krajowi liderzy formacji juniorskiej i rezerwowi. Podwójne zwycięstwo Oskara Palucha i rewelacyjnego tego dnia Oskara Chatłasa nad Parnickim i debiutującym w elicie Rushenem pozwoliło Stali złapać kontakt. Po przerwie na kosmetykę toru Stal doprowadziła do remisu 21:21. Ogromna w tym zasługa Chatłasa, który bezpardonowo zablokował Manię na starcie, robiąc miejsce dla Pawła Przedpełskiego. Zwrot akcji nastąpił w ósmym wyścigu. Anders Thomsen stoczył pasjonującą walkę z Benem Cookiem, jednak siła odśrodkowa na drugim łuku wyniosła Duńczyka za szeroko, co bezwzględnie wykorzystał Australijczyk. Chwilę później Zengota z Rew popisali się genialną jazdą parą, blokując Przedpełskiego i dając Unii kolejne podwójne zwycięstwo. Od tego momentu przewaga taktyczna i sprzętowa Leszczynian była bezdyskusyjna. W ekipie gospodarzy dramatycznie brakowało punktów kontuzjowanego Jacka Holdera. Zastosowane za niego Zastępstwo Zawodnika (ZZ) przyniosło zaledwie 4 punkty, co przy niemrawym wsparciu ze strony Mathiasa Pollestada i Oskara Palucha skazywało Thomsena na samotną walkę z wiatrakami.
Przed 12. biegiem Unia prowadziła 36:30. Iskrę nadziei próbował jeszcze krzesać Pollestad, wygrywając swój wyścig, ale defekt lub słaba postawa Palucha zniweczyły ten wysiłek. Losy meczu przypieczętowano w 13. gonitwie. Przebudzenie zanotował dotychczas zagubiony Piotr Pawlicki, który wspólnie z fenomenalnym Cookiem podwójnie pokonał Thomsena.
Końcówka meczu to już totalna dominacja gości. Trzy ostatnie wyścigi Unia wygrała w stosunku 14:4, ustalając końcowy rezultat na 53:37.
Dla Gezet Stali Gorzów ta porażka to wizerunkowy i sportowy dramat. Marzenia o fazie play-off zostały niemal całkowicie pogrzebane. Matematyka wciąż daje im szanse na pierwszą czwórkę, jednak realia są brutalne – przed Stalą arcytrudne wyjazdy do Lublina i Zielonej Góry oraz domowy mecz z Toruniem. Bez Jacka Holdera zespół czeka ciężka batalia o utrzymanie w fazie play-down. Fogo Unia Leszno z kolei udowodniła, że potrafi wygrywać na trudnym terenie nawet bez Janusza Kołodzieja, zgłaszając poważne aspiracje do walki o medale.
Plusy i minusy spotkania
Fogo Unia Leszno
+ Ben Cook (Komplet punktów): Absolutny król gorzowskiego owalu. Jechał z niesamowitą lekkością, niepokonany przez cały wieczór.
+ Grzegorz Zengota (Lider z prawdziwego zdarzenia): Wobec braku Kołodzieja wziął ciężar gatunkowy meczu na swoje barki. Świetny na starcie i niezastąpiony w jeździe parowej.
+ Taktyka i kolektyw: Zespół idealnie uzupełniał swoje słabsze momenty. Znakomita postawa formacji juniorskiej na początku meczu.
- Słabszy początek Piotra Pawlickiego: Długo szukał optymalnych ustawień na upalną noc, choć zrehabilitował się kluczowym zwycięstwem w 13. biegu.
Gezet Stal Gorzów
+ Oskar Chatłas (Objawienie meczu): Najjaśniejszy punkt gospodarzy. Napędził remisową serię Stali, pokazując ogromny ząb i spryt na dystansie.
+ Ambitny Anders Thomsen: Jako jedyny z seniorów dwoił się i troił, nawiązując równorzędną walkę z liderami z Leszna.
- Katastrofalne Zastępstwo Zawodnika (ZZ): Cztery punkty wyciśnięte z manewru za Jacka Holdera to zdecydowanie za mało, by myśleć o sukcesie w PGE Ekstralidze.
- Postawa Palucha i Pollestada: Druga linia oraz formacja juniorska kompletnie zawiodły w kluczowych momentach meczu. Norweg obudził się dopiero w 12. biegu, kiedy losy spotkania były już praktycznie rozstrzygnięte.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.