PODSUMOWANIE 7 KOLEJKA SPEEDWAY EKSTRALIGA
Sensacja stulecia w PGE Ekstralidze! Twierdza Lublin zburzona przez lidera z Grudziądza
W hicie 7. kolejki PGE Ekstraligi doszło do jednej z największych niespodzianek w historii polskiego żużla. Dotąd niepokonany na własnym torze Orlen Oil Motor Lublin sensacyjnie uległ liderowi tabeli, Bayersystem GKM-owi Grudziądz 44:46. Tym samym trwająca ponad trzy lata seria 31 domowych zwycięstw lubelskich „Koziołków” bezpowrotnie przeszła do historii. Choć osłabieni brakiem kontuzjowanego Fredrika Lindgrena gospodarze byli murowanym faworytem i zaczęli mecz od prowadzenia 5:1, z każdym kolejnym wyścigiem grudziądzanie napędzani przez Michaela Jepsena Jensena odrabiali straty, doprowadzając w 7. biegu do remisu 21:21. Prawdziwym wstrząsem dla kibiców była jednak 8. gonitwa, w której Bartosz Zmarzlik dotknął taśmy – po raz pierwszy w rozgrywkach ligowych od 2016 roku. Wykluczenie mistrza świata otworzyło przed GKM-em szansę, którą goście bezlitośnie wykorzystali, wychodząc na prowadzenie. Emocje sięgnęły zenitu w 13. wyścigu, gdy niesamowity Jepsen Jensen spektakularnym atakiem na samej kresce oszukał Zmarzlika. Przed ostatnim biegiem GKM prowadził dwoma punktami i do pełni szczęścia potrzebował remisu. Choć decydujące starcie wygrał Zmarzlik, kluczową akcję za jego plecami przeprowadził Wadim Tarasienko, który zdecydowanym manewrem zepchnął Kacpra Worynę na koniec stawki. Biegowy remis 3:3 przypieczętował historyczny triumf GKM-u 44:46. Dla Motoru to już trzecia minimalna porażka z rzędu, co zwiastuje poważny kryzys formy obrońców tytułu, podczas gdy Grudziądz udowodnił, że jego pozycja lidera rozgrywek nie jest dziełem przypadku.
PLUSY I MINUSY SPOTKANIA
Bayersystem GKM Grudziądz
PLUS Genialny Michael Jepsen Jensen (10+1): Absolutny bohater wieczoru. Jego atomowe ataki na dystansie (zwłaszcza minięcie Zmarzlika w 13. biegu) i zimna krew w 15. wyścigu zapewniły drużynie historyczny triumf.PLUS Znakomita jazda parą: Klucz do zwycięstwa w Lublinie. Zgranie formacji i podwójne uderzenie w 7. wyścigu pozwoliły Grudziądzowi przejąć inicjatywę i uwierzyć w sukces.
PLUS Walka do samej kreski: Determinacja juniorów i Wadima Tarasienki w 8. biegu. Wydarcie punktów lubelskim młodzieżowcom "o grubość opony" pokazało charakter drużyny, która nie odpuszcza żadnego metra toru.
PLUS Potwierdzenie pozycji lidera: Zwycięstwo na najtrudniejszym terenie w lidze udowodniło, że pierwsze miejsce GKM-u w tabeli to nie przypadek, ale efekt wysokiej formy całego zespołu pod wodzą Roberta Kościechy.
MINUS Brak wyraźnych minusów przy tak historycznym sukcesie. Można jedynie odnotować słabszy początek meczu i przegraną 1:5 w pierwszym biegu, co jednak potrafili błyskawicznie skorygować w dalszej fazie zawodów.
Orlen Oil Motor Lublin
PLUS Postawa Martina Vaculika i Mateusza Cierniaka w 14. biegu: Wygrana 4:2 w krytycznym momencie utrzymała Motor przy życiu i dała szansę na uratowanie meczu w ostatniej gonitwie.
PLUS Bartosz Zmarzlik Poza fatalną wpadką z taśmą, lider formacji mistrzów Polski robił swoje.
MINUS Seryjne porażki i kryzys formy: Trzecia minimalna przegrana z rzędu (po Lesznie i Gorzowie) to jasny sygnał ostrzegawczy dla typerów – dominacja Motoru w lidze została poważnie zachwiana.
MINUS Słabość taktyczna i brak zgrania: Brak kontuzjowanego Fredrika Lindgrena obnażył brak głębi składu. W oczy rzucał się wyraźny brak zgrania parowego oraz błędy indywidualne.
MINUS Niemoc formacji juniorskiej na dystansie: Przegrana Bańbora i Jaworskiego na samej linii mety w 8. biegu mimo podwójnego prowadzenia po starcie – brak chłodnej głowy w kluczowych momentach.
MINUS Rozczarowująca postawa w końcówce: Dać się ograć na dystansie we własnej jaskini lwa (porażki Woryny i Zmarzlika na ostatnich metrach) to rysa na wizerunku dotychczasowej "twierdzy".
Sensacja i kompromitacja pod Jasną Górą! Sparta w czwórkę ograła Włókniarza
To miał być mecz na przełamanie dla Krono-Plast Włókniarza Częstochowa, który miał idealną okazję, by wykorzystać gigantycznego pecha Betard Sparty Wrocław. Goście przyjechali pod Jasną Górę skrajnie osłabieni brakiem swoich trzech filarów – Artioma Łaguty, Daniela Bewleya oraz Mikkela Andersena. Menedżer Sparty musiał łatać dziury przepisem o zastępstwie zawodnika oraz zakontraktowanym awaryjnie Mikkelem Bechem, jednak wrocławianie w zasadzie w czwórkę zdołali utrzeć nosa gospodarzom, triumfując 42:48. Dla Częstochowy to potężny cios i postawił pod znakiem zapytania ich dalszy ligowy byt.
Początek zawodów przyniósł remis 9:9, w czym duża zasługa juniora gospodarzy, Szymona Ludwiczaka, który uratował bieg młodzieżowy. Sygnał do ataku dla gości dali jednak w czwartej odsłonie Bartłomiej Kowalski i Marcel Kowolik, wyprowadzając Spartę na prowadzenie 14:10. Zaskoczeni częstochowianie mieli ogromne problemy z dopasowaniem się do nawierzchni polanej wodą z powodu mocnego słońca, podczas gdy wrocławianie o wiele lepiej czytali te warunki, imponując świetnymi startami.
Prawdziwym grzechem głównym Włókniarza była rażąca nieskuteczność – podopieczni Mariusza Staszewskiego aż trzykrotnie prowadzili podwójnie 5:1, by ostatecznie dać się przedzielić szalejącym rywalom. Choć gospodarze próbowali ratować sytuację rezerwami taktycznymi (jak w 7. biegu para Tungate-Miśkowiak), to po 13. biegu Sparta prowadziła 41:37, odbierając Włókniarzowi możliwość dalszych roszad. W biegach nominowanych kropkę nad „i” postawił niesamowicie dojrzały Bartłomiej Kowalski oraz absolutny architekt sukcesu gości, Brady Kurtz, który zakończył mecz z nieskazitelnym, płatnym kompletem 18 punktów. Ostatecznie Sparta udowodniła ogromny charakter, a dla Włókniarza była to już siódma porażka w bieżących rozgrywkach.
PLUSY I MINUSY SPOTKANIA
Betard Sparta Wrocław
PLUS: Kosmiczny Brady Kurtz. Australijczyk pojechał mecz życia w PGE Ekstralidze. Zdobycie płatnego kompletu 18 punktów (6 startów) na wyjeździe i wykręcenie czasu dnia (65,14 sek.) w warunkach tak dużego osłabienia drużyny to wyczyn absolutnie genialny.
PLUS: Duet liderów i wsparcie Kowalskiego. Maciej Janowski (13 oczek) wraz z Kurtzem stworzyli parę nie do zatrzymania w najważniejszych momentach. Ogromne brawa należą się także Bartłomiejowi Kowalskiemu za powstrzymanie rywali w 14. biegu i przypieczętowanie wygranej, oraz juniorowi Marcelowi Kowolikowi za cenne punkty na początku meczu.
PLUS: Zmysł taktyczny i dopasowanie. Sztab z Piotrem Protasiewiczem na czele oraz sami zawodnicy perfekcyjnie rozszyfrowali trudne, zlane wodą warunki torowe w Częstochowie, co przełożyło się na lepsze starty i mądrą jazdę na dystansie.
MINUS: Falstart Mikkela Becha. Duńczyk kompletnie zawiódł w swoim spektakularnym powrocie do polskiej ligi po 12 latach. Realia najlepszej ligi świata okazały się dla niego zbyt wysokie – nie zdobył punktów nawet na tle tak słabo dysponowanego rywala.
Krono-Plast Włókniarz Częstochowa
PLUS: Waleczny Jaimon Lidsey. Australijczyk dwoił się i troił, jako jedyny trzymając wynik Częstochowy przy życiu (zdobywca 13 punktów). Na wyróżnienie zasługuje też junior Szymon Ludwiczak za piękną akcję i uratowanie remisu w biegu młodzieżowym.
MINUS: Totalna niemoc seniorska i brak liderów. Poza Lidseyem formacja seniorska zawiodła na całej linii. Mads Hansen i Jakub Miśkowiak (który na dodatek zanotował defekt w kluczowym momencie) przeplatali nieliczne dobre momenty bardzo słabymi biegami. Fatalnie zaprezentował się też Sebastian Szostak (tylko 1 punkt).
MINUS: Rażąca nieskuteczność i roztrwonione szanse. Włókniarze aż trzykrotnie prowadzili w wyścigach podwójnie (5:1) i za każdym razem dawali się przedzielać rywalom. Brak koncentracji i gubienie punktów na dystansie obnażyły obecną formę psychiczną zespołu.
MINUS: Przegrana w sferze mentalnej (sztab szkoleniowy). Przedmeczowe wypowiedzi trenera Mariusza Staszewskiego stawiające osłabioną Spartę w roli faworyta mogły zadziałać demotywująco na jego własny zespół. Brak odpowiedniego przygotowania domowego toru do warunków atmosferycznych (przelanie wodą) również obciąża konto sztabu.
Anatomia klęski. Jak Fogo Unia rozmontowała Falubaz bieg po biegu
Mecz od początku układał się pod dyktando Fogo Unii Leszno, która dzięki świetnym startom i bezkompromisowej jeździe już po trzech biegach prowadziła w Zielonej Górze 12:6. Gospodarze odpowiedzieli jedynie w 4. biegu, zmniejszając straty do stanu 10:14 po wygranej Andrzeja Lebiediewa.
Druga seria to popis taktyczny gości. Po świetnych biegach Janusza Kołodzieja i Piotra Pawlickiego przewaga Unii urosła do ośmiu punktów (25:17). Nadzieje Falubazu na zwrot akcji legły w gruzach w 9. biegu – mimo zastosowania rezerwy taktycznej (Madsen), duet Kołodziej-Zengota wygrał podwójnie (5:1).
W 10. wyścigu para Pawlicki-Parnicki pewnie zmierzała po kolejne 5:1, jednak junior z Ukrainy został wykluczony za ścięcie krawężnika. Zamiast wyniku 38:22 na tablicy pojawiło się 36:24 dla Unii. Zielonogórzanie nie potrafili jednak pójść za ciosem i losy meczu były już rozstrzygnięte przed biegami nominowanymi.
W 14. gonitwie kapitalną jazdą na dystansie popisali się obcokrajowcy Unii – Keynan Rew i Ben Cook (który cudem uniknął upadku po ostrym kontakcie z Lebiediewem), dowożąc do mety 5:1. Kropkę nad „i” w ostatnim biegu postawił Piotr Pawlicki, przypieczętowując triumf Unii Leszno 52:38 i uciszając zielonogórskie trybuny.
PLUSY I MINUSY SPOTKANIA
Fogo Unia Leszno
PLUS Piotr Pawlicki: Absolutny bohater. Mimo groźnego upadku dzień wcześniej w Glasgow, na zielonogórskim torze latał jak z nut, seryjnie przywożąc „trójki” i pieczętując triumf w 15. biegu.
PLUS Janusz Kołodziej i Grzegorz Zengota: Doświadczenie wzięło górę. Pokazali klasę na wyjeździe, dwukrotnie ogrywając lidera gospodarzy, Leona Madsena. Kołodziej emanował czystą radością z jazdy.
PLUS Ben Cook i Keynan Rew: Australijsko-brytyjski powiew świeżości. Świetna, bezkompromisowa jazda na dystansie. W 14. biegu bezpardonowo minęli Lebiediewa, pokazując ogromną prędkość.
MINUS Nazar Parnicki: Choć jechał ofensywnie, popełnił fatalny błąd szkoleniowy w 10. biegu, wyjeżdżając dwoma kołami za wewnętrzną linię toru. Kosztowało go to wykluczenie i stratę podwójnego zwycięstwa.
MINUS Mania: Jedyny zawodnik w talii Rafała Okoniewskiego, który tego dnia wyraźnie odstawał od reszty zespołu i nie nawiązał walki z rywalami.
Stelmet Falubaz Zielona Góra
PLUS Sędzia spotkania: Paradoksalnie to decyzja arbitra o wykluczeniu Parnickiego uratowała Falubaz przed jeszcze większym blamażem i skorygowała wynik na korzyść gospodarzy (z 22:38 na 24:36).
PLUS/MINUS Leon Madsen: Zmiana tunera i wygrane GP Czech rozbudziły apetyty, ale skończyło się tylko na przebłyskach (pewna wygrana w 8. biegu). Zawiódł na inaugurację i w kluczowej rezerwie taktycznej, ulegając parze Kołodziej-Zengota.
MINUS Przemysław Pawlicki i Andrzej Lebiediew: Katastrofalny występ krajowego lidera i Łotysza. Zupełnie bezbarwni, bez prędkości, przegrywali starty i dawali się dziecinnie łatwo mijać na dystansie. Zespół w tej konfiguracji jest w rozsypce.
MINUS Oskar Hurysz: Podtrzymał fatalną passę w tym sezonie. 20-letni junior gospodarzy nadal nie potrafi znaleźć recepty na pokonanie choćby jednego seniora z drużyny przeciwnej.
Motoarena obroniona. "Anioły" wrzucają szósty bieg i nokautują Stal Gorzów!
Miał być wielki hit 7. kolejki PGE Ekstraligi i zacięta walka, a skończyło się pokazem siły aktualnych mistrzów Polski. PRES Grupa Deweloperska Toruń pewnie pokonała na własnym torze Gezet Stal Gorzów 52:38. Choć początek spotkania zwiastował sensację, to druga połowa meczu w wykonaniu torunian była prawdziwym nokautem.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gości i podwójnego zwycięstwa Stali w 1. biegu – jak się później okazało, było to ich jedyne prowadzenie w tym spotkaniu. Torunianie błyskawicznie odpowiedzieli w biegu juniorskim, a pierwsza seria startów zakończyła się remisem 12:12. Przełom nastąpił po pierwszej kosmetyce toru, kiedy podopieczni Piotra Barona zaczęli systematycznie odjeżdżać rywalom za sprawą świetnej postawy Mikkela Michelsena, Noricka Bloedorna oraz Emila Sajfutdinowa.
Kluczowy dla losów meczu okazał się wyścig 9., w którym zawiódł borykający się z problemami sprzętowymi Jack Holder, przyjeżdżając daleko za parą Dudek – Lambert. Decydujący cios gospodarze zadali w 11. biegu, podwójnie wygrywając z liderami Stali, mimo zastosowanej przez gości rezerwy taktycznej. Przed biegami nominowanymi przewaga Torunia wynosiła już bezpieczne 16 punktów. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 52:38, a liderami miejscowych „Aniołów” byli Emil Sajfutdinow (12+1) oraz Robert Lambert (10+3).
Plusy i minusy spotkania
PRES Grupa Deweloperska Toruń
PLUS: Przebudzenie formacji seniorskiej. Emil Sajfutdinow (12+1) i Robert Lambert (10+3) po raz kolejny zrobili swoje, ale kluczowa była postawa Patryka Dudka i Mikkela Michelsena w drugiej fazie meczu. Gdy "odnaleźli" ścieżki na Motoarenie, byli nieuchwytni.
PLUS: Cenne punkty Noricka Bloedorna. Niemiecki U24 zrobił dokładnie to, czego od niego oczekiwano – dorzucił niezwykle ważne "oczka", które pozwoliły odciążyć liderów i zbudować przewagę w środkowej fazie meczu.
MINUS: Niemrawy początek meczu. Mistrzowie Polski wciąż mają tendencję do "przesypiania" pierwszej serii startów na własnym torze. Z silniejszym lub lepiej zbalansowanym rywalem ucieczka punktowa z początku meczu mogłaby być trudniejsza do odrobienia.
Gezet Stal Gorzów
PLUS: Piekielnie szybki Anders Thomsen. Duńczyk dwoił się i troił (kapitalna seria trzech zwycięstw z rzędu na początku). Jako jedyny potrafił nawiązać równorzędną walkę z liderami Apatora na ich własnym torze.
PLUS: Przebłyski młodzieży i zmienników. Ambitna postawa Adama Bednara na początku meczu (bliski pokonania Lamberta) oraz udana końcówka Mathiasa Pollestada pokazują, że formacja rezerwowa Stali ma spory potencjał.
MINUS: Katastrofalny występ Jacka Holdera. Australijczyk miał być katem swojego byłego klubu, a okazał się największym rozczarowaniem meczu. Dwa zera z rzędu w kluczowych momentach i przegrane starty uniemożliwiły Stali nawiązanie walki w drugiej połowie zawodów. Jego "trójka" w 14. biegu była już tylko pudrowaniem wyniku.
MINUS: Drastyczne dysproporcje w zespole. Poza Thomsenem w ekipie z Gorzowa zabrakło stabilizacji. Paweł Przedpełski po świetnym początku zgasł w oczach, a drużyna jako całość pojeździła bardzo nierówno, co przełożyło się na srogą porażkę w biegach 9-13.
Zaloguj się, aby dodać komentarz.