PODSUMOWANIE 6 RUNDY SPEEDWAY EKSTRALIGI

Podsumowanie speedway ekstraligi runda 6. wyniki meczów 6 rundy speedway ekstraligi.
Fot: Speedway Typer

DESZCZOWA BATALIA DLA GKM-U! WŁÓKNIARZ TRZYMAŁ SIĘ TYLKO DO POŁOWY

BAYERSYSTEM GKM GRUDZIĄDZ – KRONO-PLAST WŁÓKNIARZ CZĘSTOCHOWA 56:34

Zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów, niespodzianki przy Hallera 4 nie stwierdzono. Faworyzowany GKM Grudziądz pewnie odprawił z kwitkiem ekipę z Częstochowy, choć samo spotkanie wystawiło cierpliwość kibiców na potężną próbę. Początek meczu opóźnił się o półtorej godziny – zamiast o 18:00, zielone światło zapaliło się dopiero o 19:30. Na szczęście fani nie musieli marznąć na trybunach, bo sprawny system informacyjny klubu uprzedził o poślizgu z dużym wyprzedzeniem. Winowajcą był oczywiście ulewny deszcz, który nawiedził Grudziądz nad ranem oraz popołudniu. W tych trudnych warunkach prawdziwy egzamin dojrzałości zdała nowa plandeka, która uchroniła owal przed całkowitym zalaniem.

Sam mecz, ze względu na nasiąkniętą nawierzchnię, nie był niestety reklamą czarnego sportu – mijanek na dystansie było jak na lekarstwo, choć zawodnicy radzili sobie z płynną jazdą na łukach. Początek rywalizacji nie zwiastował jednak pogromu „Lwów”. Częstochowianie potrafili zaskoczyć, czego dowodem był kapitalny triumf Sebastiana Szostaka w trzeciej gonitwie nad Tarasienką i Fricke'em. Chwilę grozy przeżyliśmy w czwartym biegu, gdy po ostrym spięciu z Kevinem Małkiewiczem na tor upadł Franciszek Karczewski. Junior gości na szczęście wstał i był zdolny do dalszej rywalizacji.

Do ósmego biegu podopieczni Włókniarza dzielnie deptali gospodarzom po piętach, schodząc na zarządzoną wcześniej przerwę z zaledwie sześciopunktową stratą. Druga połowa zawodów to już jednak powrót koszmarów Częstochowy z pierwszych kolejek. Nadzieje gości prysły ostatecznie w 11. wyścigu, gdy jadącemu na prowadzeniu Rohanowi Tungate'owi odpadł hak od motocykla, co na tak trudnym torze oznaczało natychmiastowy defekt. Grudziądzanie bezlitośnie obnażyli braki rywali, niesieni genialną postawą Maxa Fricke'a (13+1) oraz kapitalną formacją młodzieżową – Pedersen i Małkiewicz wywalczyli łącznie aż 18 punktów! Jedynym minusem po stronie organizatorów były fatalnie działające maszyny startowe, przez co arbiter musiał powtarzać biegi aż trzykrotnie z powodu nierówno wznoszącej się taśmy.

PLUSY I MINUSY

BAYERSYSTEM GKM GRUDZIĄDZ

Max Fricke (+): Lider z krwi i kości. Zdobycie 13 punktów z bonusem w tak trudnych, deszczowych warunkach pokazuje, że Australijczyk jest w kapitalnej dyspozycji.

Młodzieżowa potęga (+): Bastian Pedersen i Kevin Małkiewicz skradli show. Ich potężny dorobek punktowy rozstrzygnął losy meczu w pierwszej fazie. Idealny materiał na obstawianie wygranych biegów juniorskich.

Problemy z maszyną startową (-): Trzykrotne powtórki wyścigów z powodu awarii taśmy to spory zgrzyt organizacyjny.

KRONO-PLAST WŁÓKNIARZ CZĘSTOCHOWA

Mads Hansen (+): Kolejny raz udowodnił, że jako jedyny trzyma fason w zespole. Wywalczenie 11 punktów i bonusa na tak ciężkim terenie to rewelacyjny wynik.

Liderzy i drugie uderzenie (-): Całkowity paraliż zespołu w drugiej części zawodów. Gdy tor zaczął się zmieniać, Szostak i Miśkowiak całkowicie zgaśli, a pechowy defekt Tungate'a dopełnił dzieła zniszczenia.

 

WOJNA NERWÓW W 107. DERBACH! STAL GÓRĄ, SKANDAL I AWANTURA W FALUBAZIE

GEZET STAL GORZÓW – STELMET FALUBAZ ZIELONA GÓRA 52:38

To była twarda, męska i bezkompromisowa walka, jak na Derby Ziemi Lubuskiej przystało. Gezet Stal Gorzów pokazała wyższą jakość sportową i w pełni zasłużenie pokonała odwiecznego rywala zza miedzy 52:38. Zielonogórzanie po raz kolejny obnażyli swoje największe grzechy tego sezonu – potężne dziury w zestawieniu oraz katastrofalną postawę zawodników, którzy mieli ciągnąć ten wózek, czyli Dominika Kubery i Leona Madsena.

Stal od początku chciała narzucić swoje warunki, ale niezwykle zmobilizowany Falubaz po pierwszej serii startów potrafił doprowadzić do remisu 12:12. Goście doskonale wykorzystali kontrowersyjne wykluczenie Oskara Palucha w biegu młodzieżowym oraz niespodziewanie pasywną postawę Andersa Thomsena, którego na trasie sensacyjnie ograł Michał Curzytek. Chwilowy zryw przyjezdnych został jednak błyskawicznie stłamszony przez objawienie tego spotkania – Adama Bednara. Młody Czech jeździł jak natchniony, notując dwie efektowne wygrane, a gdy w parze z rewelacyjnym Jackiem Holderem podwójnie zamknęli drugą serię startów (24:18), gospodarze przejęli pełną kontrolę nad meczem.

Na przeciwnym biegunie znajdował się Dominik Kubera. Uczestnik cyklu Grand Prix przeżywa potężny kryzys, co było widać na gorzowskim owalu – nie pomogła nawet ekspresowa wymiana motocykla, a jego jazda wyglądała dramatycznie słabo. Kiedy w 9. wyścigu duet Holder-Paluch dosłownie zmiażdżył Kuberę i Curzytka stosunkiem 5:1, trybuny w Gorzowie oszalały z radości. W obozie gości dwoił się i troił Przemysław Pawlicki (14 pkt), dzielnie sekundował mu Andrzej Lebiediew, ale dwójka walczaków to za mało na zgrany kolektyw Stali.

Prawdziwy skandal i czara goryczy przelała się jednak w 14. wyścigu. Leon Madsen, jadąc na remisowej pozycji, fatalnie sfaulował na torze... swojego kolegę z pary, Mitchella McDiarmida, doprowadzając do jego upadku! W parku maszyn natychmiast wybuchł pożar – doszło do ostrej przepychanki i wymiany zdań pomiędzy wściekłym menedżerem Grzegorzem Walaskiem a Duńczykiem. Madsen nie tylko po raz kolejny zawiódł sportowo, ale udowodnił, że współpraca z partnerami u niego leży, skazując Falubaz na kolejną porażkę na terenie Stali.

PLUSY I MINUSY

GEZET STAL GORZÓW

Jack Holder i Mathias Pollestad (+) : Absolutni terminatorzy. Holder (12+1) oraz niesamowicie stabilny Norweg Pollestad (11+2) stworzyli duet idealny. Ich atomowe wyjścia spod taśmy to obecnie najgroźniejsza broń Gorzowian. Gwarancja punktów w domowych meczach.

Adam Bednar (+): Czeski diament błyszczał najjaśniej na początku zawodów. Niezwykle widowiskowa i odważna jazda.

STELMET FALUBAZ ZIELONA GÓRA

Przemysław Pawlicki (+): Jedyny zawodnik formacji seniorskiej gości, który zasłużył na owację na stojąco. Wyrywał punkty rywalom na trasie, dwoił się i troił, kończąc mecz z kapitalnym dorobkiem 14 oczek.

Leon Madsen i Dominik Kubera (-): Fatalna postawa duetu liderów. Zaledwie 1 punkt Kubery to wynik trudny do racjonalnego wytłumaczenia, który zniszczył tysiące kuponów. Z kolei egoizm Madsena na torze, doprowadzenie do kraksy z partnerem z pary i awantura w boksie pokazują, że atmosfera w zespole z Zielonej Górze jest bardzo gęsta.

 

KOSMICZNE WIDOWISKO WE WROCŁAWIU. SPARTA GÓRĄ W STARCIU GIGANTÓW

BETARD SPARTA WROCŁAW – PRES GRUPA DEWELOPERSKA TORUŃ 52:38

Przed niedzielnym hitem 6. kolejki PGE Ekstraligi kibice zadawali sobie jedno zasadnicze pytanie: które oblicze Betard Sparty Wrocław jest tym prawdziwym? Czy to dominujące z domowego starcia z Falubazem, czy zagubione z wyjazdu do Lublina? Do stolicy Dolnego Śląska zawitała PRES Grupa Deweloperska Toruń, która po falstarcie na inaugurację złapała wiatr w żagle, notując serię czterech kolejnych zwycięstw. Emocje wisiały w powietrzu, tym bardziej że liderzy obu ekip (Kurtz, Bewley, Andersen vs Dudek, Michelsen) wciąż szukali optymalnej formy.

To, co wydarzyło się na Stadionie Olimpijskim, przerosło jednak oczekiwania. Rywalizacja była tak pasjonująca, że momentami sam wynik schodził na dalszy plan. Już od pierwszego biegu oglądaliśmy kapitalną walkę na dystansie – Brady Kurtz dwoił się i troił za plecami Patryka Dudka, a chwilę później Antoni Kawczyński rzutem na taśmę, perfekcyjną linią jazdy na ostatnim łuku, wyrwał zwycięstwo Mikkelowi Andersenowi.

Mecz trzymał w napięciu, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. Torunianie potrafili zaskoczyć gospodarzy, jak w czwartej gonitwie, gdzie po tasowaniach Macieja Janowskiego z Mikkelem Michelsenem wywalczyli biegowe zwycięstwo. Sparta odpowiadała jednak potężnymi uderzeniami – podwójna wygrana w piątym biegu dała im oddech, choć chwilę później Dudek z Lambertem błyskawicznie wyrównali stan meczu na 18:18.

Kluczowy dla losów spotkania okazał się wyścig ósmy. Artiom Łaguta uciekł do przodu, ale show skradł 18-letni Andersen. Duńczyk napędzał się po zewnętrznej, by na ostatnim okrążeniu wejść pod Michelsena, co dało Sparcie niezwykle ważne punkty. Torunianie mieli potężny problem z powtarzalnością – choć seryjnie wygrywali biegi indywidualnie (5 trójek), to równie często przyjeżdżali na końcu stawki (5 zer).

W drugiej połowie zawodów, przy delikatnie padającym deszczu, wrocławianie zaczęli przejmować pełną kontrolę. Daniel Bewley jeździł momentami jak natchniony, dosłownie ocierając się o dmuchaną bandę w poszukiwaniu prędkości. Przed biegami nominowanymi losy meczu były już rozstrzygnięte (44:34). W samej końcówce kibice zobaczyli jeszcze przebudzenie Michelsena oraz kolejny popis Bewleya, który na kresce minął Sajfutdinowa. Sparta przypieczętowała triumf wynikiem 52:38. 

PLUSY I MINUSY

BETARD SPARTA WROCŁAW

Magia Olimpijskiego toru (+): Genialne widowisko, mnóstwo mijanek i jazda po samej bandzie (szczególnie Bewley i Andersen). Tor przygotowany perfekcyjnie do walki.

Seniorska siła Sparty (+): Łaguta (14), Bewley (12+1) i Kowalski (10+3) stworzyli monolit nie do przełamania.

Błysk młodego Andersena (+): Jego akcja na Michelsenie w 8. biegu to żużlowy majstersztyk, który poderwał trybuny.

PRES GRUPA DEWELOPERSKA TORUŃ

Toruńskie „wszystko albo nic” (-): Pięć indywidualnych zwycięstw schowane w cieniu aż pięciu zer. Brak stabilizacji u liderów.

Słaba postawa Lamberta i Michelsena (-): Od tej pary wymaga się dwucyfrowych zdobyczy, tymczasem obaj zawiedli w kluczowych momentach meczu.

 

SENSACJA W LESZNIE! BYKI ZRYWAJĄ LUBELSKI KALENDARZ I POKONUJĄ MOTOR

FOGO UNIA LESZNO – ORLEN OIL MOTOR LUBLIN 46:44

Fogo Unia Leszno dokonała rzeczy, która wydawała się niemożliwa. Po serii ośmiu porażek z rzędu w starciach z Orlen Oil Motorem Lublin, podopieczni Rafała Okoniewskiego przełamali ligowego giganta, wygrywając na własnym torze 46:44. Spotkanie miało jednak dramatyczny przebieg i na zawsze zapamiętane zostanie przez pryzmat pecha, jaki spotkał gości już na samym początku rywalizacji.

W 3. wyścigu doszło do fatalnego wypadku. Fredrik Lindgren stracił panowanie nad motocyklem na prostej startowej. Szwed długo był opatrywany na torze, po czym z podejrzeniem urazów barku i stopy został przetransportowany do szpitala. Motor stracił jedno ze swoich kluczowych ogniw, a dodatkowym zmartwieniem trenera gości były początkowe „zera” Mateusza Cierniaka i Kacpra Woryny.

Leszczynianie prowadzili po pierwszej serii 13:11, prezentując bardzo równą formę. Świetnie spisywał się Ben Cook, który po raz kolejny w tym sezonie znalazł patent na Martina Vaculika. Gdy w 6. biegu z toru wykluczony został Piotr Pawlicki, wydawało się, że Lublinianie wrócą na właściwe tory. Woryna wygrał powtórkę, ale kapitalny Kacper Mania obronił pozycję przed Bartoszem Bańborem.

Motor pokazał jednak charakter mistrza. Sygnał do ataku dał Cierniak, przedzielając parę Unii w ósmym biegu, a chwilę później Woryna z Jaworskim sensacyjnie podwójnie podbili Leszno, uciekając Januszowi Kołodziejowi. Gdy przed przerwą na równanie toru Bartosz Zmarzlik bez problemu ograł Cooka, a Bańbor uporał się z Rew, Motor prowadził 31:29 i wydawało się, że kontroluje sytuację. Przewaga urosła do sześciu punktów po podwójnym uderzeniu pary Cierniak-Woryna w 11. gonitwie.

Końcówka meczu to jednak czysty hokej na żużlowym torze. Unia rzuciła na szalę wszystkie siły. W 12. biegu Cook z Parnickim bezlitośnie wykorzystali juniorską parę gości, wygrywając 5:1. Prawdziwa eksplozja radości na trybunach nastąpiła jednak w 13. wyścigu – Pawlicki i Parnicki fantastycznie rozegrali pierwszy łuk i dowieźli do mety podwójne zwycięstwo przed samym Zmarzlikiem! Byki wyszły na prowadzenie 40:38.

Bohaterem meczu bezsprzecznie został Nazar Parnicki. Ukrainiec w 14. biegu wytrzymał wściekłą szarżę Cierniaka i dowiózł do mety trzy punkty. Ponieważ Grzegorz Zengota pokonał zaskakująco wolnego Vaculika, Unia przed ostatnim biegiem prowadziła 44:40. W ostatnim akordzie dnia Zmarzlik dwoił się i troił, wygrywając bieg, ale Piotr Pawlicki przyjechał drugi, co przypieczętowało historyczny sukces Fogo Unii.

PLUSY I MINUSY

FOGO UNIA LESZNO

Narodziny gwiazdy (+): Nazar Parnicki pojechał mecz życia (12+3). Jego postawa w biegach 13. i 14. uratowała Unię i zapewniła jej bezcenny triumf.

Przełamanie psychologicznej bariery (+): Leszno w końcu zrzuciło z pleców klątwę Motoru Lublin, co może być punktem zwrotnym w walce o fazę play-off.

Waleczność Bena Cooka (+): Australijczyk potwierdził, że jego świetna forma to nie przypadek, dwukrotnie ogrywając Vaculika.

Słabszy dzień Kołodzieja (-): Lider Byków wciąż szuka optymalnej formy i prędkości, o czym świadczą przegrane pojedynki z juniorami z Lublina.

ORLEN OIL MOTOR LUBLIN

Koszmarna kontuzja Lindgrena (-): Wielki pech Szweda i ogromna strata dla widowiska oraz formacji taktycznej Motoru.

Katastrofalny występ Vaculika (-): Zaledwie 4 punkty Słowaka to główna przyczyna porażki gości. W końcówce meczu był cieniem samego siebie.

 

 

 

Sezon żużlowy 2026 nabrał niesamowitego rozpędu, a emocje na torach Speedway Ekstraligi oraz 2. Speedway Ekstraligi sięgają zenitu! Walka w każdym biegu trzyma w napięciu do samego końca, a to oznacza tylko jedno – w naszym typerze margines błędu kurczy się z każdą rundą.

Żużel to sport absolutnie nieprzewidywalny, gdzie o wyniku decydują ułamki sekund, dopasowanie sprzętu czy kaprysy pogody. Nie czekajcie na ostatnią chwilę – analizujcie awizowane składy, sprawdzajcie formę zawodników i typujcie z pełną mocą.

 

Skoro mowa o najwyższej formie, czas wyróżnić gracza, który aktualnie wyznacza standardy w naszej zabawie. Z wielką dumą podkreślamy, że gracz o nicku JOKER1938 idzie w tym sezonie jak burza i jest obecnie samodzielnym liderem klasyfikacji generalnej Speedway Typer 2026! Warto również przypomnieć, że w minionej rundzie JOKER1938 udowodnił swoją dominację, sięgając po prestiżowy tytuł Rajdera Kolejki. Ten sukces to potwierdzenie jego świetnego wyczucia tematu i doskonałej formy, którą prezentuje od początku sezonu.